Dwa zdania w umowie decydują o tym, ile będzie kosztowało odzyskanie pieniędzy, gdy kontrahent przestanie płacić. Pierwsze wskazuje sąd, przed którym będziesz dochodzić roszczenia. Drugie wskazuje prawo, według którego sąd oceni umowę. Jeśli ich nie ma, obowiązują reguły domyślne z rozporządzeń Bruksela I bis i Rzym I, a przy sprzedaży towarów dodatkowo wchodzi konwencja wiedeńska, o której większość przedsiębiorców nie wie, że w ogóle ich dotyczy.
Ten tekst nie jest o pisaniu umów. Jest o tym, co się dzieje z windykacją, gdy tych dwóch zdań zabrakło.
Jurysdykcja, czyli przed jakim sądem będziesz się procesować
Zasadą ogólną jest pozywanie dłużnika przed sądem państwa, w którym ma on siedzibę. Dla polskiego wierzyciela oznacza to proces za granicą, w obcym języku, z zagranicznym pełnomocnikiem.
Rozporządzenie Bruksela I bis daje jednak wyjątek istotny dla umów. W sprawach dotyczących umowy można pozwać także przed sądem miejsca wykonania zobowiązania. Przy sprzedaży towarów jest to miejsce, do którego towary zostały dostarczone albo miały zostać dostarczone zgodnie z umową. Przy usługach jest to miejsce, w którym usługi były świadczone albo miały być świadczone.
To otwiera drogę do procesu w Polsce w sytuacjach, w których wielu przedsiębiorców zakłada, że musi jechać za granicę.
Klauzula sądu, czyli najtańsza rzecz, jaką możesz zrobić
Strony mogą umówić się, który sąd rozstrzygnie ich spór. Taka klauzula ma pierwszeństwo przed regułami domyślnymi, a sąd wskazany przez strony ma co do zasady jurysdykcję wyłączną, chyba że strony postanowiły inaczej.
Zapis kosztuje jedno zdanie, a oszczędza dziesiątki tysięcy złotych, gdy dochodzi do sporu. Warto o nim pamiętać, bo w praktyce polskie firmy podpisują dokumenty przygotowane przez kontrahenta, gdzie klauzula wskazuje sąd w jego kraju.
Klauzula musi mieć odpowiednią formę, najczęściej pisemną albo potwierdzoną na piśmie. Ustne ustalenie z handlowcem nie wystarczy.
Prawo właściwe, gdy nie ma wyboru
Jeśli strony nie wybrały prawa, stosuje się reguły rozporządzenia Rzym I. Dla dwóch najczęstszych typów umów są one proste i wiele mówią o tym, kto ma przewagę.
- Umowa sprzedaży towarów podlega prawu państwa, w którym siedzibę ma sprzedawca.
- Umowa o świadczenie usług podlega prawu państwa, w którym siedzibę ma usługodawca.
Polski eksporter jest więc w komfortowej sytuacji, bo przy braku wyboru prawa jego umowa sprzedaży podlega prawu polskiemu. Odwrotnie wygląda to przy imporcie i przy zamawianiu usług za granicą.
Konwencja wiedeńska, czyli przepis, którego nikt nie zamawiał
Tu jest największa pułapka i dotyczy każdej międzynarodowej sprzedaży towarów.
Konwencja Narodów Zjednoczonych o umowach międzynarodowej sprzedaży towarów, znana jako konwencja wiedeńska albo CISG, stosuje się automatycznie, gdy strony mają siedziby w różnych państwach będących jej stronami. Polska jest jej stroną od 1996 roku, podobnie jak Niemcy, Czechy, Francja, Włochy, Hiszpania i większość rynków, na które eksportują polskie firmy.
Oznacza to sytuację, która zaskakuje niemal wszystkich: umowa z niemieckim kontrahentem podlega konwencji wiedeńskiej, nawet jeśli w umowie napisano, że podlega prawu polskiemu. Wskazanie prawa polskiego nie wyłącza konwencji, bo konwencja jest częścią tego prawa.
Konwencja reguluje między innymi zawarcie umowy, obowiązki stron, terminy zawiadomienia o wadach i skutki niewykonania. Jej przepisy różnią się od Kodeksu cywilnego w szczegółach, które przy sporze bywają decydujące.
Jak wyłączyć konwencję, jeśli tego chcesz
Strony mogą wyłączyć stosowanie konwencji, ale musi to być zrobione wprost. Sam wybór prawa krajowego nie wystarczy.
Zapis, który działa, wygląda mniej więcej tak: umowa podlega prawu polskiemu z wyłączeniem Konwencji Narodów Zjednoczonych o umowach międzynarodowej sprzedaży towarów sporządzonej w Wiedniu 11 kwietnia 1980 roku.
Decyzja, czy wyłączać, nie jest oczywista. Konwencja bywa dla sprzedawcy korzystniejsza niż prawo krajowe kupującego, więc czasem lepiej ją zostawić. Ważne jest, żeby był to wybór świadomy, a nie przypadek.
Dlaczego to wszystko ma znaczenie dla windykacji
Trzy konkretne konsekwencje.
- Koszt. Proces w Polsce jest tańszy od procesu za granicą o rząd wielkości, głównie przez koszty pełnomocnika i tłumaczeń.
- Czas. Sprawa prowadzona po polsku, przed polskim sądem, przy polskich dowodach idzie szybciej.
- Przewidywalność. Wiesz, jakie terminy obowiązują, jak liczy się przedawnienie i jakie odsetki naliczyć. Przy prawie obcym każda z tych rzeczy wymaga osobnej analizy.
Do tego dochodzi kwestia praktyczna. Nawet wygrywając przed polskim sądem, i tak wykonasz orzeczenie za granicą, korzystając z europejskiego tytułu egzekucyjnego albo zaświadczenia z Brukseli I bis. Wybór sądu nie utrudnia egzekucji, tylko przenosi etap sporny bliżej ciebie.
Co zapisać w umowie z kontrahentem z Unii
Minimalny zestaw, który realnie zmienia sytuację przy windykacji.
- Sąd właściwy do rozstrzygania sporów, najlepiej polski, ze wskazaniem konkretnego miasta.
- Prawo właściwe dla umowy, ze świadomą decyzją co do konwencji wiedeńskiej.
- Miejsce wykonania zobowiązania, w szczególności miejsce dostawy towaru.
- Termin płatności i wysokość odsetek za opóźnienie.
- Formę składania zamówień i potwierdzeń, żeby dało się później wykazać zawarcie umowy.
Szerzej o klauzulach wzmacniających pozycję wierzyciela piszemy w tekście o windykacji polubownej, która zaczyna się od dobrze skonstruowanej umowy.
Jak to wpływa na wybór procedury windykacyjnej
Ustalenia z umowy przekładają się wprost na to, którą ścieżką pójdziesz po pieniądze.
Jeśli jurysdykcja jest polska, składasz zwykły pozew albo europejski nakaz zapłaty w polskim sądzie, po polsku, i dopiero gotowe orzeczenie wędruje za granicę do egzekucji. Jeśli jurysdykcja jest zagraniczna, cały etap sporny toczy się tam, a ty ponosisz koszty pełnomocnika i tłumaczeń od pierwszego pisma.
Różnica bywa większa niż sama dochodzona kwota przy mniejszych fakturach. To dlatego klauzula jurysdykcyjna jest w praktyce najtańszym zabezpieczeniem wierzytelności, jakie można sobie wyobrazić, a jednocześnie najczęściej pomijanym.
Gdy umowy nie ma wcale
Bardzo częsty scenariusz w obrocie międzynarodowym: zamówienie mailem, faktura, dostawa, brak zapłaty. Nie ma dokumentu, nie ma klauzul.
Wtedy nadal działają reguły domyślne i nadal masz jurysdykcję miejsca dostawy. Kluczowe staje się udokumentowanie, gdzie towar trafił, więc list przewozowy i potwierdzenie odbioru zyskują status dowodów o znaczeniu strategicznym. Warto je archiwizować z myślą o ewentualnym sporze, a nie tylko dla księgowości.
Najczęściej zadawane pytania
Czy klauzula sądu w ogólnych warunkach umowy działa
Może działać, ale warunkiem jest wykazanie, że druga strona miała możliwość zapoznania się z warunkami i je zaakceptowała. Odesłanie do warunków w stopce faktury zwykle nie wystarcza. Bezpieczniej wpisać klauzulę do samej umowy albo do potwierdzenia zamówienia.
Czy mogę pozwać w Polsce, jeśli umowa nic nie mówi o sądzie
Często tak, jeśli miejscem dostawy towaru była Polska albo usługa była świadczona w Polsce. To wynika z reguły miejsca wykonania zobowiązania. Ocena zależy od okoliczności konkretnej transakcji.
Czy wybór prawa polskiego wyłącza konwencję wiedeńską
Nie. Konwencja jest częścią prawa polskiego, więc wskazanie prawa polskiego jej nie wyłącza. Potrzebny jest osobny, wyraźny zapis o wyłączeniu konwencji.
Co jeśli kontrahent narzuca swoją klauzulę sądu
To kwestia negocjacyjna, a nie prawna. Jeśli nie da się jej usunąć, warto przynajmniej policzyć koszt ewentualnego sporu w tym kraju i uwzględnić go w cenie oraz w decyzji o udzieleniu kredytu kupieckiego.
Czy te reguły dotyczą też kontrahentów spoza Unii
Rozporządzenia Bruksela I bis i Rzym I mają własny zakres zastosowania, a poza Unią sytuacja jest bardziej złożona i zależy od umów międzynarodowych oraz przepisów krajowych. Konwencja wiedeńska obowiązuje natomiast w wielu państwach spoza Unii, w tym w Stanach Zjednoczonych i Chinach.
Od czego zacząć, jeśli mam już podpisane umowy bez tych zapisów
Od przeglądu tego, z kim handlujesz i na jakie kwoty. Klauzule dopisuje się przy odnowieniu współpracy albo przy kolejnym zamówieniu. W międzyczasie warto zadbać o dokumentowanie miejsca dostawy, bo to ono otwiera drogę do polskiego sądu.